Szczyt w Pradze o przywróceniu
wolności na Kubie
Carlos Alberto Montaner
15-09-2004
Przyczyn trwania komunizmu na Kubie,
podobnie jak i w Północnej Korei, należy szukać w brutalnej skuteczności
aparatu represji działającego bez żadnych skrupułów - pisze Carlos Alberto
Montaner mieszkający na emigracji wybitny kubański historyk i publicysta
Ponad rok temu czeska fundacja People in
Need powołała Międzynarodowy Komitet na rzecz Demokracji na Kubie. Na jego
czele stanął, zawsze solidarny, były prezydent Vaclav Havel, a obok niego nie
zabrakło innych, cieszących się dużym prestiżem, byłych prezydentów i
premierów, jak Arpad Goncz, José Mar~a Aznar, Mart Laarczy Violeta Chamorro.
Dołączyli do nich wybitni pisarze, m.in. Peruwiańczyk Mario Vargas Llosa,
Argentyńczyk Marcos Aguinis, Meksykanin Enrique Krauze, Polak Adam Michnik i
Francuz André Glucksmann.
Działalność komitetu już przynosi owoce.
Pod jego egidą Petr Pithart, marszałek czeskiego Senatu, i Cyril Svoboda, szef
MSZ, zwołali w Pradze zaczynający się właśnie szczyt "Ku demokracji na Kubie".
Będzie to najważniejsze od wprowadzenia na wyspie dyktatury, czyli od prawie
pół wieku, międzynarodowe spotkanie polityków w kwestii kubańskiej.
To wspaniale. Kuba to nieodrobione
zadanie Zachodu. Od 1989 roku komunistyczne rządy w Europie znikały jeden po
drugim. Nawet sandiniści w Nikaragui, będącej praktycznie protektoratem
Hawany, zostali obaleni w 1990 r. w pamiętnych wyborach, do których doszło pod
naciskiem międzynarodowej demokracji.
Pozostała tylko kubańska dyktatura.
Dlaczego? Fidel Castro i jego sympatycy lubią wyjaśniać, że rewolucja kubańska
zwyciężyła bez pomocy Moskwy, że skupiła się wokół charyzmatycznego
Najwyższego Przywódcy i że na Kubie zachował się wielki ludowy zapał.
Państwo stojące policją
Ale prawda jest całkiem inna. Przyczyn
trwania komunizmu na Kubie, podobnie jak i w Korei Północnej, należy szukać w
brutalnej skuteczności aparatu represji działającego bez żadnych skrupułów.
Latem 1989 r., kilka miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego, pod pretekstem
niejasnych powiązań z handlem narkotykami, Castro kazał rozstrzelać swego
najlepszego generała Arnaldo Ochoę i najbliższego agenta wywiadu, pułkownika
Antonio de la Guardię, ponieważ wiedział doskonale, że są oni zwolennikami
pierestrojki, że są rozczarowani systemem i jego starym i nieudolnym
przywództwem.
Były to "przykładne" rozstrzelania.
Nauczka, która miała uświadomić całej nomenklaturze cywilnej i wojskowej, że
za każde odstępstwo od ortodoksji, za każdy przejaw niezgody czy
nieposłuszeństwa płaci się życiem. Jednocześnie przybrały na sile
prześladowania demokratycznej opozycji, a el Comandante w najgroźniejszym
tonie, na jaki mu pozwala jego szeroki rejestr chwytów dramatycznych,
powtórzył publicznie podstawy swojej strategii politycznej: "prędzej wyspa
utonie w morzu, niż odejdziemy od marksizmu-leninizmu". Kuba pozostanie
komunistyczna do końca świata, chociażby wszyscy Kubańczycy musieli umrzeć.
Oczywiście wszyscy wiedzą, że to
niemożliwe. Kuba nie może w nieskończoność pozostać anachronicznym wyjątkiem
komunistycznym. Najprawdopodobniej więc sytuacja zacznie się zmieniać, gdy
dyktator Fidel Castro - chory 78-letni starzec - zniknie ze sceny w wyniku
śmierci czy też postępującego zaniku już nadwątlonych władz umysłowych.
Opinia ta nie opiera się wyłącznie na
domysłach. Pojawiają się wyraźne sygnały, że w samych szeregach rządowych
istnieje szeroki nurt reformatorski, dziś uległy i milczący, czekający na
możliwość zaistnienia po zniknięciu dyktatora, jak to się stało w Chinach po
śmierci Mao, a nawet w Hiszpanii po pogrzebie Franco. Być może właśnie ten
nurt i najbardziej odpowiedzialni opozycjoniści stworzą jakiś rodzaj
porozumienia narodowego, by umożliwić - drogą pokojową - przejście do
demokracji.
Trąbka zagrała w Pradze
Dlatego międzynarodowe poparcie dla
kubańskich demokratów jest sprawą pierwszorzędnej wagi. Praski szczyt będzie
dla wyspy przesłaniem o nieocenionym dla jej przyszłej historii znaczeniu:
"Nie jesteście osamotnieni w waszej walce. Wolny świat nie uznaje
perwersyjnego poglądu, że komunizm narzucony Kubańczykom jest trwałą formą
ucisku. Zaakceptujemy jako prawowity i legalny tylko taki rząd kubański, który
faktycznie będzie wynikiem suwerennej woli narodu wyrażonej w wolnych
wyborach".
Gdy w końcu wolność dotrze na Kubę, nikt
nie będzie miał wątpliwości: ostateczny impuls przyszedł z Pragi.
Tłum. Katarzyna Górna
Carlos Alberto Montaner